#1 O meczu Albania - Polska
października 14, 2021
Reprezentacja Polski pokonała we wtorek w arcyważnym pojedynku Albanię. Wygrana jest świetną informacją w kontekście udziału w barażach do przyszłorocznych mistrzostw świata rozgrywanych w Katarze. Co więcej, dzięki wtorkowemu remisowi w meczu Anglia – Węgry, zbliżyliśmy się do Synów Albionu na odległość trzech punktów. Oczywiście, trzeba ten fakt traktować raczej w formie ciekawostki, ponieważ jest bardzo mała szansa na to, żebyśmy przeskoczyli ich w swojej eliminacyjnej grupie. Chociaż ..., chociaż nie, zajmijmy się sobą, ponieważ Węgrzy pokazali wczoraj, że absolutnie nie można ich zlekceważyć, tym bardziej, że w Budapeszcie męczyliśmy się z nimi niemiłosiernie.
No właśnie, wracając do wczorajszego meczu. Paulo Sousa znów zaskoczył ze składem. Spodziewaliśmy się (a przynajmniej ja się spodziewałem) innych wyborów personalnych na wahadłach. W podstawowej jedenastce wybiegli na tych pozycjach Tymoteusz Puchacz oraz Kamil Jóźwiak. Myślałem, że za jednego z nich zagra mający za sobą świetne tygodnie Przemysław Frankowski, który jednak w mojej opinii troszkę zawiódł w sobotnim spotkaniu z San Marino i pewnie z tego powodu zaczął mecz na ławce rezerwowych. Bardzo podobała mi się we wtorkowym meczu postawa Puchacza, który, tak jak we wrześniowym spotkaniu z Anglikami, wyszedł na murawę napakowany jak kabanos. Zdecydowanie dawał od siebie coś ekstra. Uwielbiam tę jego pozytywną bezczelność. Widać, że brak gry w Bundeslidze, nie wpływa na niego negatywnie, a gra z orzełkiem na piersi wyzwala dodatkowe pokłady dumy i pewności siebie. Trzymam kciuki, żeby zaczął grać w Niemczech regularnie.
W pierwszej połowie spotkania żadna z drużyn nie była wyraźnie lepsza od drugiej. Miała swoje dobre momenty Albania, miała je również nasza reprezentacja. Martwiące było jednak to, że przegraliśmy środek pola. Widać było, że w naszej grze brakuje konkretów.
W drugiej odsłonie gry to my przejęliśmy inicjatywę, w dużej mierze dzięki wprowadzeniu Mateusza Klicha za Jakuba Modera, który w pierwszych czterdziestu pięciu minutach zanotował bardzo dużo strat. Popularny Clichy, do spółki z radzącym sobie lepiej niż przed przerwą Grzegorzem Krychowiakiem zapewnili większy spokój w rozegraniu piłki oraz lepszy jej transport do naszych napastników. To właśnie wspomniany pomocnik Leeds United popisał się fantastycznym, wypieszczonym dośrodkowaniem w pole karne, mijające całą albańską defensywę. Idealnie w tej sytuacji stopę dostawił Karol Świderski. Kilkanaście sekund po, jak się okazało jedynym golu w tym spotkaniu, zostało ono przerwane ze względu na lecące ze strony albańskich kibiców w kierunku naszych piłkarzy butelki. Po kilkunastu minutach spotkanie zostało dograne do końca, ale nic istotnego już się nie wydarzyło na murawie.
Koniec końców, najważniejsze są trzy punkty. Bardzo potrzebne trzy punkty, po których zdobyciu przeskoczyliśmy gospodarzy w tabeli i teraz to my zajmujemy drugie miejsce w grupie I, dające udział w przyszłorocznych barażach. Teraz pozostało tylko albo i aż nie wyłożyć się na Andorze oraz, przede wszystkim, nie być zbyt gościnnym wobec naszych węgierskich bratanków wieczorem 15 listopada.
Cel jest jasny. W pozostałych dwóch spotkaniach interesuje nas tylko 6 punktów. Bardzo ważna będzie ewentualna wygrana z Węgrami, ponieważ dzięki niej możemy w barażowej rozgrywce znaleźć się wśród rozstawionych drużyn. Taki obrót spraw wiąże się z przywilejem rozegrania półfinału baraży na swoim stadionie, a także uniknięcie najmocniejszych drużyn spośród tych, które nie wygrały swoich grup.
Jeśli chodzi o indywidualne laurki po tym spotkaniu, wyróżnić należy: Kamila Glika – szef. Jan Bednarek – czyścił wszystko jak najlepszy odkurzacz. Paweł Dawidowicz – najmniej widoczny spośród trójki stoperów, ale równie efektywny. Wspomniany przeze mnie już wcześniej Tymoteusz Puchacz. Mateusz Klich – za asystę – ciasteczko. Karol Świderski – za to, że strzelił jedyną bramkę tego wieczoru, a także, patrząc szerzej, za cały bardzo widoczny rozwój w tej reprezentacji.
I na koniec luźne przemyślenie. Lewandowski. Buksa. Świderski. Piątek. Świerczok. Milik. No, serio robi się z tego konkretna paczka napastników. Z pewnością takiego zestawu napastników kilka reprezentacji na świecie może nam pozazdrościć. Lewy, wiadomo, top. Buksa i Świderski już niedługo, być może już w zimowym okienku, ale najpewniej dopiero w tym letnim, powinni zrobić kontrolowany krok naprzód i przejść do mocniejszych zespołów z poważniejszych lig. Trzymam mocno kciuki za to, żeby Pistolero i Arkadiuszo po wyleczeniu swoich urazów osiągnęli wysoką formę. Kuba Świerczok to facet z charakterem, który dużo może dać tej reprezentacji. A na radarze jest jeszcze młodziutki Białek, choć to na ten moment melodia przyszłości. W Stanach regularnie punktują Niezgoda oraz Przybyłko... To będzie pasjonująca rywalizacja. Skorzystać mogą na niej sami piłkarze, ale przede wszystkim reprezentacja. Obyśmy tylko w przyszłym roku o tej porze mogli główkować, który z nich, oczywiście oprócz Lewego, znajdzie się kadrze na mundial.
0 komentarze